Może to dziwne, ale na obecną chwilę chyba nawet ja stwierdzam, że pomiędzy naszą siódemką wszystko się popsuło. Absolutnie wszystko leci na łeb na szyję, nie wiem czy wytrzymamy te kilka dni. Nie mam pojęcia... Ale skoro nawet ja tracę nadzieję to znaczy że problem jest poważny...
Na chwilę obecną każdy ma jakieś relacje z każdym, ale nikt nie ma ze wszystkimi. I nie wiem czy jest jeszcze ktokolwiek komu zależy na naprawie tego.
Myślę że jutro zbiorę się na rozmowę ze Spowiednikiem, tak jak mu obiecałem. Powiem mu co myślę i resztę będę miał już chyba w nosie. Nie po to walczyłem ze szkolnym stresem przez cały rok, żeby się teraz irytować.
patrząc za okno ciężko uwierzyć że to już maj... Zwłaszcza na Dolnym Śląsku, gdzie napadała cała kupa śniegu. A liczyłem że pogramy sobie w nogę...
Dni płyną powoli, ale szybko. Powoli gdy się obijam i szybko gdy sobie przypomnę że nic nie umiem. Nie wiem czy to dobrze.
Wczorajszy wieczór skończył się rozmową, właściwie moją wypowiedzią skierowaną do Spowiednika. Nie wiem czy to dobrze, że mu powiedziałem. Raczej źle się to skończy...
Dzisiaj po raz kolejny okazało się jaki jestem tępy. Ledwo wczoraj powiedziałem Dinozaurowi, że mam z nim takie dobre relacje, a dziś już zdążyłem ja zdenerwować. Może i miała trochę racji, może gówno wiem. Ale się martwię i nie chcę żeby chodziła smutna.
Jutrzejszy wieczór spędzony z mamą i bratem na zakupach. Nie wiem czy się cieszyć czy płakać...
Jest mi smutno z kilku powodów... Bardziej dlatego że nie potrafię się za coś porządnie zabrać...
wbrew pozorom mimo bardzo długiego czasu nie pisania do ciebie jakoś nie mam wielu rzeczy o których miałbym chęć opowiadać. Dni, wcorajszy i dzisiejszy były, co mogę powiedzieć po bardzo długim czasie podłamania, wspaniałe.
Wczorajsze spotkanie na działce było całkiem w porządku. Poznałem kilku nowych ludzi, pośmiałem się, coś tam zjadłem. Było okej. Ale mimo tego czułem się jakiś inny, obcy, jakby nie pasujący do grupy. Nie wiem czy się przekonam do tego typu spotkań. Może jak to kiedyś powiedział Ryba, jestem takim "samotnikiem z wyboru" a aspołeczność ma swoje wady i zalety, i trzeba się z tym pogodzić? Trochę racji miał Dinozaur. Zazdroszczę ludziom tej swobody w grupie, ale za bardzo się boję, żeby próbować się zmienić...
Dzisiaj odkryłem jak niewiele potrzeba aby facet poczuł się w pełni zaspokojony ;D Wystarczą jedynie (albo aż!) 3 godziny spędzone na boisku. Dzisiejszy trening ministrantów, przerodził się w mecz z każdym kto się pojawił na orliku. Mimo początkowych trudności rozkręciłem się. Ostateczny dorobek? Siedem bramek we wszystkich meczach, hat-trick w jednym z nich, potężny wolej w lewy dolny róg bramki (bramkarz rozciągnął się jak mógł, ale i tak nic nie zrobił) i kilka asyst, całkiem zresztą niezłych. W środę kolejny meczyk, z tą zgrają wariatów (pieszczotliwie mówiąc). Mimo tego mój organizm ledwo zniósł dzisiejszą grę, i momentami bałem się, że skończy się nie przyjemnie. Myślę że kiedy znów wyjdę na boisko w Zieleninie i stanę u boku kadry obozowej, to nie będę w niczym gorszy od całej reszty. A nawet lepszy ;)
Zbieram się powoli na rozmowę z Bubą. Pewnie jeszcze trochę mi to zajmie, ale nie chcę żeby to była wymiana milczeń, tylko prawdziwa rozmowa. Po tym co powiedziała mi mama w Łysininie, myślę, że mnie wysłucha. W sumie nie mam drugiej takiej osoby...
Martwię się trochę o Dinozaura. Na działce wynikły pewne spięcia (nie ze mną, o dziwo) i było krucho. Nie łam się kobieto, jak sama kiedyś powiedziałaś "KUŹWAAAA! BĘDZIE GIT!" :D
"Karasu - Nasze rozmowy stracą jednak trochę uroku...
Spowiednik - Eeee tam. Usłyszysz jej SEKSOWNY głos i wiesz... xD"
Droga Benihime,
Dzisiejszy dzień był jako taki... Humor miałem dość popaprany, nie mogę się porządnie pozbierać. Oceny szeroko rozrzucone. Jestem koszmarnei leniwy, nie chce mi się czytać książki, generalnie chyba więcej minusów niż plusów.
Ciesze się że Spowiednik kupił Bezimiennej słuchawki, dzięki czemu nie jeżdżą nam już tramwaje i inne odrzutowce. Sukces roku normalnie...
W sumie nawet nie za bardzo mam o czym ci napisać...
życie jakoś się toczy... Chociaż ostatnio jak to ktoś rzekł wygląda na "jeden wielki primaaprilisowy żart"... Ech... Pociąłem się wczoraj ze Spowiednikiem, w sumie z mojej winy. Na treningu nawet wporzo, choć mogło być lepiej. Nic nie umiem, nie chce mi się iść do szkoły, nie chce mi sie uczyć geo (kolejna laska wilkommen), nie chce mi sie jechać na Kalwarię... Brakuje mi Buby i Dinozaura. Nie mogę się pozbierać...
Tak jestem debilem. Są na to dowody w ilościach hurtowych...
Nawet nie wiem co mam ci napisać... Ostatnie dni, zwłaszcza piątek dobiły resztki mojej pewności siebie. Absolutnie wszystko leci mi z rąk i nie mam już sił absolutnie na nic. Dzisiaj ani sprzątanie całego dołu, ani trening, na którym wybitnie wręcz wstrzelałem karne, ani ciasto zrobione przez mamę nie poprawiły mi humoru. Nie wiem czy jutrzejsza wizyta Dinozaura cokolwiek zmieni i czy nie jest to tylko i wyłącznie strata jej czasu. I tak całą naukę diabli wezmą, zestresuję się i zarobię kolejną laskę...
Martwię się po prostu wszystkim. Sobą, innymi, wszystkim czym tylko się da... Po prostu nie mam już sił na egzystencję...
dzień jak co dzień, dzień po dniu... No nie skłamałbym. W sumie dzisiejszy dzień był całkiem całkiem. Zaczął się optymistycznie bo do nieobecności Pani LN (rozwinięcie skrótu poda wam Bezimienna). Zajefajnie. Potem kolejne lekcje budowały napięcie aż do kulminacyjnego momentu, którym była chemia! Sprawdzian, a właściwie dwa poszły... Jak poszły... Nie będę się wypowiadał, bo moja opinia minie się z oceną... Potem zbióreczki i siedzenie z wariatami na skype. No i bardzo miła rzecz którą mi powiedział Dinozaur ;)
Generalnie żyję myślą weekendu i odstresowania się. Mam nadzieję że mi to jakoś pomoże na moją psychikę... Bo skończę albo na Srebrzysku, albo na Łostowicach w sosnowej skrzynce...
ciężko pisać listy skoro nie dzieje się nic godnego jakiejś większej uwagi. W szkole nudy, jakieś brednie trzy po trzy, z których połowy nie rozumiem, a drugą połowę myślę że rozumiem, choć otoczenie szybko weryfikuje moje przypuszczenia. Kończy się to dla mnie beznadziejnie. Ale zdążyłem się już przyzwyczaić... Z weselszych rzeczy to może dzisiejsze beki z ud Browara i rozmowa Spowiednika z Alinką.
Dwie sytuacje mnie dzisiaj zabolały najbardziej.
Co do pierwszej: uważam, że to co zrobił Spowiednik było po prostu chamskie. Mam żal o całą tą sprawę i uważam że mam takie prawo. Jeżeli się składa obietnice to trzeba się z nich wywiązać a nie szukać jakiś wykrętów. Boli mnie że raz nazywa się mnie przyjacielem, a drugi raz całuje się w dupę.
Co do drugiej: tak mam problemy z sobą, tak są to problemy psychiczne i są poważne. I zdaję sobie sprawę że dla niektórych moje problemy to pierdoły, okej, rozumiem to. Ale wjeżdżanie na mnie z tego powodu ani nie poprawia mi nastroju, ani nie ułatwia życia. Jeżeli ktoś chce mnie wesprzeć lub pomóc, to będę wdzięczny. Ale jeżeli nie, to niech chociaż nie będzie wredny. Nikogo nie zmuszam do zadawania się ze mną.
Buba, nie wiem czy ja zdzierżę te 4 tygodnie do naszego spotkania. A jak zdzierżę to rozkładamy stół do ping-ponga i zaszywamy się w spiżarni z kilkoma tacami ciast i hektolitrami "Kubusia".
Wkurwia mnie już ta matma/fiza/chemia/niemiec/polak/whatever... Czas chyba na Tiesto...
"Kuba!!! Zalegasz ze szczepieniami!!!" wrzasnęła pielęgniarka widząc mnie w okienku. To jeden z barwniejszych elementów dzisiejszego dnia. Który zresztą był równie szarobury co niebo za oknem.
Po wczorajszych ekscesach nie pojawiłem się w szkole tylko odwiedziłem lekarkę. Po awanturze ze szczepieniami wróciłem do domu z siatką leków w ramach profilaktyki. Beznadzieja...
Czuję się okropnie... Nie wiem co mam dalej robić. Nie wiem jak o tym z ludźmi porozmawiać. Czuję się koszmarnie. I wkurwia mnie że ciągle mówię "nie wiem".
Najpiękniejszą rzeczą chyba była dzisiejsza pierwsza od dawien dawna rozmowa ze Spowiednikiem. Gadanie w sumie o niczym, a tak naprawdę obgadaliśmy wszystko co się dało. I obu nam poprawiły się humory ;D Trzymam kciuki żeby wszystko się ułożyło!
dzień jak co dzień. W sumie nic nadzwyczajnego. Uczyć mi się nie chce, nie mam weny. Zresztą znając mnie niczego bym się nie nauczył. Nie mam nawet co pisać w listach. Brakuje mi wciąż leżącego w szpitalu Spowiednika. Nie ma z kim poobgadywać dziewczyn, posprzeczać się, pobluzgać... Masakra. Ostatnio w ogóle jestem jakiś przybity. Nie wiem dlaczego... Martwi mnie to...